POWODY DO (NIE) ZRZĘDZENIA NR 1 – WIDOKI
To ta sławetna Puszcza Amazońska! Na co narzekać? :p (coś tam się znajdzie, ale to później…)
Na bazę noclegową wybraliśmy miasteczko Leticia znajdujące się na samym południu kraju, praktycznie na granicy pomiędzy Kolumbią a Brazylią, skąd de facto dostanie się na stronę brazylijską pieszo zajmowało jakieś 30 min.
Pierwsze, co mnie uderzyło po przylocie, to gorąc dramatyczny łagodzony wszechobecną wilgotnością oraz latające kolibry. Dla człowieka, który widział takie stwory tylko i wyłącznie z perspektywy klatek w ZOO był to dość duży szok, ale też i szczęście widzieć tego egzotycznego zwierzaka jak gdyby nigdy nic w Twoim pobliżu. Rzecz niby mała, a cieszyła mocno.
Generalnie w Letici nie ma co robić. Jest to po prostu baza wypadowa do zwiedzania lasu deszczowego. Leticia to bardzo biedne miasteczko i widać to na pierwszy rzut oka. Rzadko kto ma samochód. Ludzie tutaj poruszają się głównie tuk-tukami. Pierwszy raz w życiu jechałam tuk-tukiem i jest to dosyć ciekawa przygoda, zwłaszcza jak Pan kierowca jedzie jakby jutra nie było, a w nawierzchni dziury większe niż na polskich polnych drogach po przejechaniu traktorem. Polecam – adrenalina i śmiech gwarantowane. Stało się to w sumie naszym ulubionym i najszybszym środkiem transportu na czas pobytu w Amazonii.
Polecam udać się do schroniska turystycznego w Letici – można tam wykupić wycieczkę po puszczy w różnych wariantach z przewodnikiem będącym rdzennym mieszkańcem Amazonii. Nie jest to droga impreza i na prawdę warto. Samemu lepiej nie zapuszczać się w te gąszcze.
Warto wydać trochę pieniędzy, żeby zobaczyć płuca Ziemii od środka. Roślinność niesamowita – ogromne drzewa, liany, bananowce – fajnie jest zobaczyć to wszystko na żywo. Mieszkańcy puszczy budują swoje domy na palach ze względu na podmywanie przez rzekę Amazonkę. Są też osoby, które mieszkają bezpośrednio na rzece i tam żyją z rybołóstwa piranii. Serio. Byłam świadkiem tego, jak pewna Pani, rdzenna mieszkanka, czyściła jakieś mięso i żeby nie było niepotrzebnych odpadków, kawałki mięsa wrzucała do rzeki, które zostały natychmiast pochłonięte przez te słodkie małe rybki. Mówiono nam, że raczej człowieka nie zaatakują… Raczej. Ale po tym, co widziałam, wolałam przynajmniej w tym miejscu nie wkładać stópek do wody.
A propos innych zwierzaków – ponoć w tych wszystkich dużych drzewach z lianami lubią mieszkać tarantule… Uznałam, że należy uszanować dom tych majestetycznych stworzeń i również starałam się nie sprawdzać ?
Jeżeli chodzi o samą rzekę Amazonkę to chyba nie zdziwi Was fakt, że woda jest dosyć syfiasta i nie zachęca do kąpieli (pomijając piranie).
W sercu puszczy znajduje się zielona szkoła (?) promująca historię puszczy. Można skorzystać z toalety, odpocząć na hamaku i zaczerpnąć kąpieli z piraniami. Tym razem spróbowałam i nie musiałam żegnać się ze stopami ? Tam też udało mi się usłyszeć historię o duchu puszczy, który jest… różowym delfinem z ogromnym przyrodzeniem, który lubuje się w kobietach. Nie wiem dokładnie o co chodziło w tej całej legendzie, ale też nie wiem, czy chcę wiedzieć. Wyczuwam relacje transgatunkowe 😛
Oprócz rozochoconych legendarnych delfinów, można tam też z bliska poprzebywać z arami (guacamaya jak nazywają je Kolumbijczycy), które chętnie wejdą na Wasze ramię.
POWÓD DO (NIE) ZRZĘDZENIA NR 2 – JEDZENIE
Jedzenie w całej Kolumbii jest przewspaniałe. Rzeczami innymi, które praktycznie można spróbować tylko w Amazonii są:
– pirania – kompletnie bez smaku, mało mięsa, papierowa – bardziej jako ciekawostka,
– piraruku – też ryba, ale chyba najpyszniejsza jaką w życiu jadłam i mogę się założyć, że będę ją wspominać do końca moich dni…
Nie jestem w stanie określić jaką rybę przypomina swoim smakiem, ale jest soczysta i ma białe mięso, które jest bardzo delikatne i trochę smakiem przypomina kurczaka. Jest to ryba, która tylko i wyłącznie występuje w Ameryce Południowej i może sięgać do 3 m i prawie 500 kg. Posiłek dla całej rodziny. I rodziny rodziny ?
W Letici odkryłam też, że Kolumbia to kraj różnych różniastych „drożdżówek” – słodkich wypieków, które przeważają nad zwykłym pieczywem. Tak jest w całej Kolumbii. Dużo frajdy daje próbowanie tych wszystkich drożdżowych zakrętasów.
POWÓD DO ZRZĘDZENIA NR 3 – BRASIL
Tak jak wspominałam z Leticii łatwo i szybko można się dostać do Brazylii, ale jest to chyba jeszcze większe pustkowie i bieda aniżeli Leticia. Jednak, jeżeli chcecie zaszpanować obecnością w Brazylii droga wolna, zwłaszcza, że brazylijskie słodycze Garoto są dostępne tylko tam, a są warte tej wycieczki na drugą stronę mocy 🙂
POWÓD DO ZRZĘDZENIA NR 4 – ROBACTWO
Nie będzie zaskoczeniem, że robactwo jest tam wszechobecne – pająki, karaluchy, larwy itp. itd. Obawy miałam, ale chyba trochę na wyrost. Jeżeli obuwie będziemy trzymać na szafie, a spać będziemy pod moskitierą to raczej żadne kilkunastonożne niespodzianki nam nie grożą.
Reasumując:
Nie ma co się rozpisywać – jak jest okazja warto pojechać i zobaczyć na własne oczy Puszczę Amazońską i zmierzyć się z piraniami i wyskakującymi z drzew tarantulami. Z przewodnikiem nic nam nie grozi. Pamiętajcie, żeby zaopatrzyć się w kremy z filtrem, co najmniej 50 ?



































