KORONAWIRUS
Nie ukrywam, że wyjazd kosztował nas trochę nerwów ze względu na nieustanną huśtawkę naszego rządu odnośnie wyjazdu do Chorwacji – początkowo było to dozwolone, potem znowu nie, a potem jednak tak. Kochany rząd i koronawirus.
Nie miałam żadnych obaw odnośnie zarażenia, zwłaszcza, że w Chorwacji całkiem nieźle sobie radzą z pandemią. A poza tym, to już tak pragnęłam wyjechać z naszego kraju cebuli, że już było mi wszystko obojętne.
Jedyny minus – ze względu na to cholerstwo, jakieś 60% knajpek i innych atrakcji było zamknięte.
Przed wyjazdem należało wypełnić formatkę z swoimi danymi plus ankietę, w której trzeba było napisać, czy miałeś lub masz koronę… Zabezpieczenie na najwyższym poziomie. Na granicy sprawdzili dokumenty, spojrzeli na kwit i „witamy w Chorwacji”. Taka sama procedura czekała na nas w samolocie tylko, że wypełniało się to na kolanie, w samolocie, na polecenie cabin crew, która też potem zbierała te papiery. Profesjonalnie. Nie liczcie, że stewardessy mają długopisy jakby co 😉
ZWIEDZANIE
Cała Chorwacja, nie tylko Zadar, jest bardzo wdzięczna do zwiedzania, zwłaszcza dla Polaków. Język jest podobny dzięki czemu łatwo się odnaleźć nawet osobom, które nie mówią po angielsku. Klimat śródziemnomorski. Osobiście czułam się jak w słowiańskich Włoszech. Pełno starożytnych zabytków, w ogródkach rosną figi, winogrona i granaty. Uliczki wąskie i urokliwe. Wybrukowane białym kamieniem. Okna zdobią okiennice.
W centrum Zadaru znajdziecie większość zabytków i widoków oferowanych przez to miasto. Moimi faworytami zostały Morskie Organy, które wydają dźwięki przy każdym uderzeniu fal. Dźwięk jest z kategorii „interesujących”, ale jest to coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam i niektórzy mówią, że muzyka organów relaksuje i wprowadza w trans… Mnie nie wprowadziła, ale jest bardzo fajne miejsce.
Nieopodal Morskich Organów znajdziecie panele fotowoltaiczne, które przy zachodzie Słońca mienią się kolorami. Nazywają je Powitaniem Słońca.
Skoro jesteśmy już przy solarnych ekscesach, trzeba powiedzieć, że zachód słońca w Zadarze jest uważany za najpiękniejszy na świecie, a na pewno w Europie. Tak mówił sam Alfred Hitchkock ! Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że faktycznie jest spektakularny, ale czy najpiękniejszy? 😉
PLAŻE
Plaże w Chorwacji są kamieniste, także pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą buty do pływania. Bez nich będzie skakać jak królik po żarze. Poza tym, są to plaże z najczystszą wodą jaką do tej pory widziałam. Piękny lazur. Warto zabrać też gogle do oglądania życia pod wodą – jest to mega ciekawe i sprawia dużą radochę. Chorwacja to bardzo fajne miejsce do nurkowania.
JEDZENIE
Kuchnia chorwacka to głównie ryby, owoce morza i makarony. Przypomina kuchnię włoską ze słowiańskim sznytem. Moim niezaprzeczalnym faworytem był stek ze świeżego tuńczyka. Ale makaron z sosem winnym i owocami morza też dawał radę 😉 Poza tym Chorwaci prezentują dosyć ciekawe podejście do mielonego. U nich nazywa się to cevapi i podawane jest z tłustą bułeczką, cebulą i ajvarem. Szału nie ma, ale warto spróbować.
Jeżeli będziecie mieli okazję, udajcie się do jakiejś konoby (gospody), gdzie dostaniecie tradycyjne chorwackie potrawy.
Dla nas znalezienie knajpy z dogodnymi cenami w dobie koronawirusa, graniczyło z cudem, więc przygotujcie się na gotowanie lub wybierzcie wakacje all inclusive.
PICIE
Wina w Chorwacji są w większości wytrawne (suhe) i nie są zbyt tanie w przeciwieństwie do Włoch. Jak dla mnie ok, wypiję, ale szczerze nie dorównują tym włoskim i gruzińskim.
Piwo i inne alkohole to już kompletnie porażają cenami. Także jedyne, co wypiłam poza hektolitrami wina, to rodzaj chorwackiej rakiji. Straszna 😛 Ale nie jestem koneserem, więc jeżeli lubicie ziołowo-anyżowe nalewki, to nie zawiedziecie się.
KIBOLE
Cisza. Miły spacerek po starówce. Przejście dla pieszych. WTEM ! Zjawia się milion kiboli, którzy odpalają race i zaczynają naokoło nas śpiewać coś po chorwacku. My przerażenie. Nie wiadomo o co chodzi. Szybki research i się okazało, że to jakiś flash mob związany z piłkarzem ich ukochanego klubu piłkarskiego. Po tym zaczęliśmy większą uwagę przykładać do szczegółów i generalnie każde miasto, w którym byliśmy, ma wszędzie jakieś emblematy ukochanych klubów i piłkarzy – w centrum, czy nawet na blokach mieszkalnych. Można się poczuć gorzej niż w Poznaniu podczas meczu Kolejorza. Chorwaci chyba bardziej kochają piłkę nożną niż Polacy.
109




























