ZWIEDZANIE
Korfu, zwane też Kerkyrą, to wysepka położona na Morzu Jońskim. Mówi się, że jest ona najbardziej zielona ze wszystkich greckich wysp. Jest dosyć górzysta, a najwyższy szczyt to Pantokrator liczący nieco ponad 900 m n.p.m.
Na Korfu pojechałam poza sezonem, gdzieś na początku kwietnia. Wyspa była wyludniona, a co za tym idzie – większość atrakcji nieczynna. Mimo to, nie narzekam, bo miło pozwiedzać w spokoju bez tłumów ludzi w każdej szczelinie. Aczkolwiek było trochę chłodno…
Wyspa jest nieduża, ale za to bardzo malownicza. Dobrym pomysłem jest wynajęcie samochodu i pozwiedzanie ciekawiących nas zakątków. W jeden dzień spokojnie zdążymy objechać większość wyspy. Ale uwaga – nie są to drogi dla niedzielnych kierowców. Pełno serpentyn i prawie pionowych podjazdów. Nawierzchnia gorsza niż w Polsce, a przepisy ruchu drogowego raczej nie są ważne dla Greków. Trzeba uzbroić się w mocne nerwy 😉
Oczywiście główną atrakcją są plaże. Jest ich mnóstwo i na 100% znajdziecie jakąś dla siebie.
JEDZENIE
Jedzenie jest wspaniałe. Była to moja pierwsza styczność z grecką kuchnią i już skradła moje serce. Pomijając tradycyjne specjały takie jak moussaka i tzatziki, które oczywiście są przepyszne, moim faworytem była cielęcina i baranina. Nikt chyba nie jest w stanie zrobić tak pysznych krów i baranów jak Grecy. Potwierdzam to faktem, że na jednym posiedzeniu byłam w stanie zjeść kilogram baraniny… SAMA.
Jeżeli będziecie szukali jakiejś knajpki, to polecam takie, w których jest dużo tubylców i gra muzyka. Wtedy się nie rozczarujecie i przynajmniej zjecie coś, co jest warte swojej ceny 🙂
GANG ALBANII
W związku z bardzo bliskim położeniem Korfu względem Albanii, która nie jest w UE, polecam nie włączać transmisji danych. Bardzo często zdarza się tak, że złapie się sygnał z tego uroczego kraju i po przyjeździe możecie mieć niespodziankę w postaci bajońskiego rachunku za telefon. Ja właśnie tak się nacięłam i operator nie był zbyt wyrozumiały. Także strzeżcie się Albanii 😉
















